
Czekała nas zatem wyprawa do sklepu obuwniczego.
Dłużej w trampkach chodzić się nie da. Niestety.
Wsiadamy zatem w samochód bo widzę, że czarne chmury wiszą nad nami - nieuniknione nadchodzi.
- Emil, jakie chciałbyś buty? - pytam dziecię.
- "Takie, cio siame chodzią" - odpowiada spokojnym tonem moje dziecko.
- Acha, zapytamy, w takim razie czy są takie.
Wybór butów to nie taka znowu łatwa sprawa choć założenie było proste - nr 27, półbuty na wrzesień- październik.
W skrócie wyglądało to tak:
1) Staś jęczy w wózku ale nie mogę go wypuścić bo będzie uciekał.
2) Emil przy każdej przymiarce wygłupia się na całego i nie da się z nim dogadać ani dojść do porozumienia.
3) Co chwila przychodzi do sklepu nowy klient i pani sprzedawczyni dwoi się i troi choć bardzo stara się nam pomóc.
4) Dłużej już Stasia w wózku nie da się przytrzymać więc wypuszczam go, a on ucieka razem z Emilem korytarzem pasażu handlowego i chowają się nie wiadomo gdzie.
Po przymocowaniu Stasia pasami do wózka, zdeterminowana na zakup butów pytam w końcu Emila:
- Emil te chyba będą dobre?
- " Niee"...
- A dlaczego? Za ciasne, za duże, niewygodne?
- "Bo lobią o tak"- po czym wykonuje slalom nogami i upadek kontrolowany na podłogę.
- Emil, przestań się wygłupiać.
- "To nie ja, to te buty" - odpowiada z bardzo szczerą miną.
Po kolejnej serii wygłupów (jego zdaniem bardzo śmiesznych) typu: kładzenie się na ławeczce do przymiarki butów, na podłodze, plucie na lusterko i buty (!) oraz drapanie Stasia po twarzy, kończą mi się już pomysły na kary:
- Nie będzie bajki na dobranoc. - ostrzegam, ale Emil nic sobie z tego nie robi. Widzę tylko kolejną partię śliny ściekającą po brodzie niczym u opętanego.
- Trudno nie zaśpiewam też kołysanki. - dostaję piąstką w nos.
- Nie mam już siły do Ciebie.
Staram się być stanowcza i konsekwentna. Nie krzyczeć ale mówić twardym tonem.
Konkretna i zdeterminowana.
Właściwie to powinnam uciec z tego sklepu. Ale to nie rozwiąże sytuacji. Ani dziecka też nie wychowam w ten sposób.
- Czy pani ma dzieci? - pytam sprzedawczynię płacąc w końcu za buty, z których nie jestem zbyt zadowolona ale nie mam więcej siły na kolejne przymiarki.
- "Nie, nie mam". - odpowiada.
- To niech się pani dobrze zastanowi zanim zdecyduje.
Emil, chodząca antyreklama macierzyństwa.
Jeszcze niedawno, widząc podobne zachowanie innego dziecka, pomyślałabym sobie - co za niewychowany bachorek!
O swoim dziecku nie mogę tak pomyśleć bo przecież wychowuję go, a jakże!
Ale uparte i krnąbrne to to, nie wiadomo po kim!
Ironia losu polega tu na tym, że dziś padał deszcz więc Emil i tak bardziej potrzebował gumowiaczków...
ps. Jeśli spotkacie w miejscu publicznym źle zachowujące się dziecko w wieku lat około trzech, nie wygłaszajcie głośno żadnych przykrych komentarzy - to może być Emil.